Szara strefa facebook

Ministerstwo finansów podejmuje się najróżniejszych form, aby ograniczyć szarą strefę i wyegzekwować należne opłaty. Jedną spośród nich stara kampania społeczna, promująca wśród konsumentów żądanie wydania paragonu po zakupie produktu albo usługi. Trudno powiedzieć, na ile ta kampania była funkcjonalna: Polacy cały okres mają fiskus dużo jako naszego przeciwnika niż sprzymierzeńca, więc gotowi są raczej machnąć na uszkodzenie paragonu ręką niż zażądać wydania go. Nie mamy nawyku odkładania wszystkich dokumentów, by móc do nich w jakimś momencie wrócić, który potrafimy obserwować chociażby wśród Skandynawów.

Paragon fiskalny jest dla nas kolejny, niepotrzebny papierek, jaki będzie zaśmiecał nam kieszenie. Po co zresztą przechowywać paragony, kiedy są umieszczane na takim papierze oraz takim tuszem, że po dwóch tygodniach nie widać, co pierwotnie było na nich napisane? Można mieć wątpliwości co do skuteczności tego gatunku akcji, ministerstwo wpadło choć na plan, który teraz w głowę Polaków wstrzelił się znakomicie, czyli loterię paragonową. Po wykonaniu zakupów za minimum 10 zł i wzięciu paragonu z drukarki novitus hd e,  każdy mógł zarejestrować się na karcie internetowej i wziąć wkład w losowaniu samochodu. Zwycięzcę loterii oczywiście odwiedziła telewizja publiczna. Uważam że takie życia pamiętają o wiele więcej sensu, niż powtarzanie do znudzenia "weź paragon fiskalny, nie pozwól okradać państwa". Polacy nie lubią jak się ich uczy - to chyba sama spośród najbardziej znaczących części naszego umysłu. Nie dużo wpływa też na nas metoda kija - przekonały się o tym siły komunistyczne, kiedy w obliczu represji opozycja nie tylko nie rozproszyła się, ale skonsolidowała i doprowadziła do ostatecznego zwycięstwa. O dużo daleko z kija przygotowuje się działać marchewka, jak np. możliwość na zdobycie samochodu. Sam odczułem zatem na samodzielnej skórze, gdy dokonując zakupy w hipermarkecie otrzymałem kartę zezwalającą na otrzymywanie punktów za wszelki zakupiony produkt. Punkty ważna było wtedy zamienić na nagrody rzeczowe. Starałem się więc dokonywać zakupy w ostatnim teraz sklepie, mimo, że żeby do niego przyjść musiałem przejść pieszo około trzech kilometrów. Zrezygnowałem dopiero wtedy, gdy zorientowałem się, że aby otrzymać cenną nagrodę, musiałbym robić zakupy w obecnym miejscu przez długie lata. Dokładnie naprawdę robi na Polaków obietnica nagrody.